Lunatyk

Siedziałam w swoim pokoju, ucząc się do egzaminu, kiedy coś usłyszałam. Był to cichy szloch dochodzący z korytarza. Był ledwie słyszalny, ale oczywiście zostawiłam uchylone drzwi, więc miałam pewność, że słyszę jak ktoś płacze. Zamknęłam książkę i powolutku udałam się w głąb korytarza. Nie zauważyłam nikogo, ale wydawało mi się, że dźwięk dochodzi zza rogu. Podeszłam bliżej. Zobaczyła dziewczyną skuloną na podłodze, ubraną w piżamę.
Natychmiast podeszłam do niej i objęłam ją ramieniem. Miała blond włosy, była trochę przy kości, a kiedy podniosła głowę, rozpoznałam ją ze wspólnych zajęć. Żałowałam, że nie znam jej imienia.
– Jesteś Casey, z klasy profesora Walkera, prawda? – zapytała pociągając nosem.
– Tak. Wybacz, że nie wiem, jak ty się nazywasz – odparłam lekko zawstydzona.
– Jestem Katie – wyszeptała zanim znów wybuchnęła płaczem. Wyglądała bardziej na przestraszoną niż smutną, ale nie zwróciłam na to większej uwagi.
Nie było niczym dziwnym zobaczyć tutaj kogoś wpadającego w histerię. Nie dość, że ogrom stresu mógł powodować załamanie nerwowe, to większość studentów nie czuła się u siebie. Poza tym bardzo dużo studentów zdawała się mieć problemy w swoich związkach. Minął dopiero tydzień od rozpoczęcia szkoły, więc założyłam, że Katie po prostu tęskni za domem. Próbowałam ją pocieszyć, głaszcząc ją po ramieniu.
Jakaś dziewczyna wychyliła się z pokoju obok nas.
– Ciiii!
Przewróciłam oczami, ale zaprosiłam Katie do swojego pokoju na herbatę i pogawędkę. Nauka mogła zaczekać. Napełniłam dwa kubki wodą, wsadziłam do mikrofalówki i wskoczyłam na łóżko. Moja współlokatorka spędzała noc u swojego chłopaka, więc Katie usiadła na brzegu wolnego łóżka. Czekałam aż zacznie mówić, ale po chwili to ja przerwałam milczenie.
– Co się stało? Problemy z chłopakiem, za dużo nauki? Czy może jakiś smutny film? – próbowałam zażartować, żeby ją rozśmieszyć.
Katie nie zaśmiała się. Znów dostrzegłam strach w jej oczach, tylko tym razem zdecydowanie bardziej wyraźny. Zmartwiona przysunęłam się bliżej niej.
– Wszystko w porządku? Czy ktoś cię skrzywdził?
Delikatnie pokręciła głową, nie patrząc mi w oczy. Wzięła głęboki oddech i odezwała się.
– Nie uwierzysz mi, jak ci powiem.
Poczułam gulę w gardle. „Błagam, żeby tylko to nie było coś paranormalnego. Nie znowu,” pomyślałam. Zmusiłam się do uśmiechu i obiecałam, że może mi powiedzieć wszystko, a ja nie będę jej oceniać. Katie wzięła kolejny głęboki oddech i zaczęła opowiadać.
– Zaczęło się, kiedy wprowadziłam się do akademika w zeszłym tygodniu. W pierwszą noc dość późno skończyłam się rozpakowywać, więc położyłam się dopiero około drugiej nad ranem. Zwykle mam mocny sen, nawet nie zmieniam w nocy pozycji, ale tym razem było inaczej. Nagle znalazłam się poza moim pokojem, w korytarzu. Nie pamiętałam, jak się tam dostałam, musiałam lunatykować. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, ani razu! Byłam trochę przestraszona, ale po prostu położyłam się z powrotem do łóżka.
Kolejna noc była gorsza. Położyłam się wcześniej, może około północy. Tym razem obudziłam się piętro niżej, na schodach. Kolejnej nocy – to samo, tylko tym razem stałam przy drzwiach wyjściowych. Następnej nocy zablokowałam drzwi szafką, żeby mieć pewność, że nie opuszczę pokoju. Ale to nie pomogło. Kiedy się obudziłam, stałam na dworze. Było tak ciemno, że w pierwszej chwili nie wiedziałam, gdzie jestem. Byłam ubrana tylko w piżamę. Jacyś ludzie minęli mnie i zaczęli wykrzykiwać różne rzeczy w moim kierunku. Niezbyt przyjemne rzeczy. Byłam bardzo przestraszona – biegiem pokonałam dystans dzielący mnie od mojego pokoju. Od tamtej pory, każdej nocy budzę się dalej i dalej od mojego łóżka.

Katie znów zaczęła szlochać, więc objęłam ją ramieniem.
– Ale nie dzisiaj, zobacz, obudziłaś się przecież na korytarzu. W którym pokoju mieszkasz? Możesz wziąć kilka rzeczy i zostać u mnie, jeśli chcesz.
Katie tylko potrząsnęła głową.
– Nie mieszkam w tym akademiku, mój pokój jest w Madison Residence.
Zastygłam w bezruchu. Ten budynek, nie należał nawet do mojego kampusu, musiał być w odległości co najmniej kilku kilometrów! Jakim cudem Katie mogła lunatykować tak daleko? Coś było zdecydowanie nie tak. Zapragnęłam, żeby Ryan był teraz ze mną…
Mikrofalówka zapiszczała, aż obie podskoczyłyśmy. Wstałam, żeby zrobić nam herbatę.
– Katie, czy coś łączy miejsca, w których się budziłaś za każdym razem? – zapytałam. Katie przecząco pokręciła głową. Zamyśliłam się na chwilę i spróbowałam jeszcze raz.
– Poruszałaś się w różnych kierunkach, czy wciąż idziesz w jednym?
– Eee… Myślę… myślę, że idę cały czas w tym samym kierunku – odpowiedziała po chwili namysłu.
– I dzisiaj obudziłaś się tutaj, na czwartym piętrze.
– Tak… to dziwne. Zastanawiał się… – urwała.
– Zastanawiam się, dokąd zmierzam – dokończyłam za nią.
Katie wyglądała na przerażoną. Domyślałam się, że wcale nie chciała tego wiedzieć. Muszę przyznać, że sama trochę się bałam, ale moja ciekawość była silniejsza.
– Zostań u mnie na noc, moja współlokatorka wyjechała na kilka dni. Może spać w jej łóżku – powiedziałam. – Planowałam się uczyć, więc nie będę spała i dopilnuję, żebyś nie lunatykowała.
Katie pokiwała głową z wyrazem ulgi na twarzy. Kiedy dopiła herbatę, położyła się i od razu zasnęła. Ja wróciłam do nauki.
Przez godzinę nic się nie działo. Kończyłam właśnie czytać rozdział, kiedy Katie zerwała się i usiadła na łóżku. Miała otwarte oczy i patrzyła wprost przed siebie. Moje serce zaczęło bić szybciej. Wyglądała tak… nienaturalnie. Wyciągnęłam rękę, by ją obudzić, ale zawahałam się. Skoro dotarła już tak daleko… chciałabym zobaczyć dokąd zmierza. Miałam nadzieję, że mi wybaczy.
Katie wstała i wyszła z pokoju, poruszając się szybko, nienaturalnie. Podążyłam za nią. Skierowała się do końca korytarza, na schody. Kiedy podeszła do nich, padła na kolana i zaczęła wspinać się na górę. Serce podeszło mi do gardła – sposób, w jaki się poruszała nie był ludzki. Musiałam pokonać swój strach i poszłam za nią. Jak tylko znalazła się na piętrze, zaczęła iść dużo szybciej. Musiałam podbiec, żeby jej nie zgubić.
W połowie korytarza na piątym piętrze zatrzymała się nagle. Odwróciła głowę w kierunku drzwi i bardzo powoli sięgnęła do klamki. Poczułam ogromne przerażenie na myśl, co zobaczę w tym pokoju. Rzuciłam się do przodu i potrząsnęła Katie, by się obudziła.
Rozejrzała się wokół, a na jej twarzy malowały się różne emocje: dezorientacja, strach i, w końcu, złość. Na mnie.
– Pozwoliłaś mi lunatykować! – krzyknęła. – Jak mogłaś? Obiecałaś, że mnie obudzisz!
Przeprosiłam ją, kiedy kilka osób wyjrzało z pokoi, by zobaczyć, co się dzieje. Jedną z nich była portierka. Podeszła do nas i groźnie zapytała, co się dzieje.
– Przepraszam – powiedziałam. – Moja koleżanka lunatykowała, już wracamy do pokoju. Przy okazji, mogłaby pani powiedzieć nam, kto mieszka w tym pokoju?
– W tym? Nikt, stoi pusty. Dziewczyna, która w nim mieszkała, miała wrócić w tym roku, ale się nie pojawiła.
„Dziwne,” pomyślałam, kiedy ruszyłyśmy z powrotem. Katie wciąż była na mnie zła, ale obiecałam jej nie spać przez resztę nocy i pilnować, żeby już więcej nie lunatykowała. Całą noc myślałam o tym, co mogło ciągnąć Katie do tego pokoju. Rano, kiedy wyszła, zdrzemnęłam się godzinkę przed zajęciami.
Wieczorem tego dnia, wybrałam się na spacer z Ryanem i opowiedziałam mu o Katie. Ku mojemu zaskoczeniu, był nastawiony sceptycznie.
– To dziwne, że ona nigdy nie lunatykowała, a teraz robi to co noc, ale uczelnia to nowe wyzwania dla każdego człowieka, stres – powiedział. – I jak Katie może być pewna, że coś gdzieś ją prowadzi, skoro sama przyznała, że nie wie gdzie obudziła się jednej nocy. Mogła wtedy pójść w kompletnie innym kierunku.
– Nie widziałeś, w jaki sposób się poruszała. To nie było normalne. Po prostu nie mogę tego zignorować, ta dziewczyna jest przerażona.
– Nie mówię, żebyś to zignorowała, wręcz przeciwnie. Przekonaj ją, żeby znów u ciebie nocowała, pozwól jej lunatykować i idź za nią. Zobaczysz, że kiedy dotrze do pokoju, nic się nie stanie – przerwał na chwilę. – weź ze sobą telefon. Jeśli wydarzy się coś złego, zadzwoń.
Spotkałam Katie pod akademikiem. Byłam pewna, że nie będzie chciała u mnie spać po tym, co się wydarzyło.
– Tak bardzo się boję położyć dzisiaj spać – powiedziała przez łzy. – Zrobię wszystko, co uważasz za stosowne, tylko pomóż mi…
Katie znów szybko zasnęła. Byłam wyczerpana z powodu braku snu, ale musiałam wytrzymać. Założyłam słuchawki na uszy, chwyciłam książkę i usiadłam na łóżku, naprzeciw Katie. Moja głowa zaczęła opadać, powieki zrobiły się ciężkie, ale wciąż walczyłam ze snem.
Musiałam odpłynąć, ponieważ kolejna rzecz, którą pamiętam, to Katie stojąca nade mną. Miała otwarte oczy i patrzyła prosto na mnie!
– Katie? – wyszeptałam. Wciąż patrzyła na mnie, prosto w oczy. Po chwili odwróciła się i ruszyła ku wyjściu z pokoju. Zerwałam się z łóżka, żeby iść za nią, ale kiedy tylko wyszła, zatrzasnęła za sobą drzwi.
Czytaliście moje poprzednie posty, wiecie, że moją największą fobią jest pozostanie samej w zamkniętym pokoju. Kiedy Katie trzasnęła drzwiami, zabrakło mi tchu i upadłam na podłogę. „Wszystko w porządku,” krzyczał mój mózg, przekonując mnie, żebym wstała. Walczyłam z paniką łapczywie chwytając powietrze i ostatecznie udało mi się podnieść. Niestety, kiedy wyszłam na korytarz, Katie nigdzie nie było.
Przypomniałam sobie poprzednią noc i biegiem ruszyłam na piąte piętro. Akurat na czas, żeby usłyszeć krzyk Katie.
– Katie! Już biegnę! – wrzasnęłam, nie dbając o to, że mogę obudzić większość studentów.
Katie nie było na korytarzu, były za to inne dziewczyny zgromadzone pod drzwiami jednego z pokoi. Krzyki dochodziły z wewnątrz.
– Zamknięte! – powiedziała jedna z dziewcząt.
– Portierka poszła po klucze – odpowiedziała druga z nich. – Powinna zaraz wrócić.
Portierka wyszła ze swojego pokoju akurat, kiedy dobiegłam do drzwi, gdzie była Katie. W pośpiechu wyjaśniłam, że jestem jej przyjaciółką oraz że to ta sama osoba, która poprzedniego dnia lunatykowała. Kobieta szybko otworzyła drzwi i obie wskoczyłyśmy do środka.
– Katie! – krzyknęłam. Pokój był pusty. Zapaliłam światła, ale wciąż nikogo nie było w zasięgu wzroku. Nadal słyszałam krzyki, głośniejsze niż wcześniej. Nagle zdałam sobie sprawę, że dochodzą z szafy.
Otworzyłam ją i wtedy okropny swąd uderzył moje nozdrza. Śmierdziało jak rozkładające się ciało. Portierka stanęła koło mnie, zatykając nos.
– Gdzie ona jest? – wrzasnęła, by przebić się przez krzyki Katie. Byłam zdezorientowana. Szafa była kompletnie pusta, ale wrzaski stały się głośniejsze.
Wtedy dostrzegłam ledwo widoczną szparę w rogu szafy – jakby tylna ściana była ruchoma. Włożyłam palce w otwór, próbując ją oderwać. Portierka rzuciła się mi na pomoc. Krew pulsowała w moich żyłach, serce biło ze ogromną prędkością – wiedziałam, że muszę pomóc Katie, ale równocześnie bałam się, co zobaczę za ścianką szafy.
W końcu się udało. Katie wytoczyła się na zewnątrz, jej krzyki ustąpiły miejsca szlochom pełnym ulgi. Schyliłam się, aby pomóc jej wstać, kątek oka zerkając do szafy. Nigdy nie zapomnę, co zobaczyłam. Dwoje oczu, patrzących na mnie ze zgniłej twarzy, której usta otwarte były w niemym krzyku. Przez moment miałam wrażenie, że słyszałam jak krzyczy, zanim zdałam sobie sprawę, że to mój własny głos.
Portierka wybiegła z pokoju, by zadzwonić po policję. Okazało się, że ciało leżało w szafie od miesięcy i należało do dziewczyny, która kiedyś zajmowała ten pokój. Tej samej, która nie pojawiła się z powrotem w tym roku. W szkole myślano, że wyjechała, a z rodziną miała nieciekawe relacje – myśleli, że w końcu po prostu od nich uciekła.
Później dowiedziałam się jeszcze, że policja zdołała połączyć znaleziona DNA z jej byłym chłopakiem, mieszkającym w tym samym mieście. Został aresztowany dwa dni później.
Kiedy poznałyśmy imię ofiary, Katie wyglądała na zszokowaną.
– Znałam ją!
Okazało się, że Anna miała kiedyś duże problemy z nawiązywaniem znajomości w szkole. Katie postanowiła się z nią zaprzyjaźnić, aby być miła. Zbliżał się koniec roku, więc nie zdążyły się dobrze poznać, ale Anna była jej bardzo wdzięczna za dotrzymywanie towarzystwa.

Nie wiem, czy Katie teraz lepiej sypia, ale chociaż lunatykowanie się skończyło. Tamtej nocy zadzwoniłam do Ryana, po prostu nie chciałam spać sama. Następnego dnia spotkałam Katie na wspólnych zajęciach. Powiedziała mi, co sobie przypomniała. Ostatnie słowa, jakie powiedziała do Anny brzmiały: „Jeśli kiedykolwiek będziesz czegoś potrzebowała, daj znać. Zawsze ci chętnie pomogę.”
Wygląda na to, że Anna musiała skorzystać z tej obietnicy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: