Kreatura

Budzisz się na zimnej posadzce posiadłości. Głowa Ci pęka, kompletnie nic nie pamiętasz. W ręce ściskasz telefon, nienależący do Ciebie. Bateria zaraz padnie, możesz wykonać jeden telefon. Do kogo dzwonisz? Odpowiedź nasuwa się sama: do swojego przyjaciela. Wystukujesz numer, czując nagły powiew lodowego wichru. Śmieszne, „lodowego wichru”. Zupełnie jak w „Icewind Dale”, grze, w którą jeszcze niedawno grałeś tak zapalczywie grałeś na komputerze. Wciskasz zieloną słuchawkę, odciągając się od tych dziecinnych myśli.
Twój przyjaciel odbiera już po pierwszym sygnale.
– Słucham? – Zaspany głos odzywa się w głośniku. Zdziwiony wpatrujesz się w zegarek na ręce – jest godzina dwudziesta trzecia trzydzieści.
– Słuchaj stary, musisz mi pomóc, jestem… – no właśnie, gdzie Ty właściwie jesteś? – Poczekaj chwilę, dobra? Muszę sprawdzić, gdzie…
– To jakiś żart? Zobacz, która jest godzina! – Znasz ten ton głosu – oznacza, że jeżeli zaraz nie powiesz czegoś z sensem, Twój druh zwyczajnie odłoży słuchawkę.
– Daj mi chwilę, naprawdę… – zamierasz, widząc obraz przed sobą. Cały korytarz umazany jest czymś czerwonym. Nie masz nawet odwagi pomyśleć o tym słowie: „krew”.
Jakby tego było mało, przypadkowo naciskasz czerwoną słuchaweczkę.
– NIE! – Wrzeszczysz, jakby od tego zależało Twoje życie. Niewykluczone, że tak właśnie jest… Znowu próbujesz zadzwonić do przyjaciela, tym razem jednak ręce trzęsą Ci się zbyt mocno, żebyś mógł trafić w małe klawisze. Zrozpaczony walisz w nie coraz mocniej, aż w końcu telefon wypada Ci z rąk i roztrzaskuje się na kafelkach. Już chcesz go poskładać, gdy nagle w wnęce korytarza zapala się światło. A więc nie jesteś sam! Twoje serce rwie się do biegu, do upragnionego towarzystwa, rozsądek jednak nakazuje Ci stanąć za filarem. No tak, plamy krwi. Dotarło do Ciebie, że to m u s i być krew, a ten ktoś jest jeszcze gotów pomyśleć, że masz coś z tym wspólnego… Przyciskasz się do kolumny, uspokajając oddech. Czujesz pod placami lepką, nieco zaschniętą ciecz. Lekko wychylasz się, tak by jednym okiem widzieć przybysza. Kiedy Twoje źrenice spotykają „to”, cieszysz się, że posłuchałeś rozumu.

Nowo przybyły trzyma w ręce latarkę, co pozwala Ci lepiej go widzieć. Snop światła odbija się od luster na przeciwległej ścianie, ukazując masywne, zniekształcone cielsko o zadziwiająco pięknej twarzy – bujne jasne loki okalały niebieskookie oblicze o cudnych rysach. Wyglądało dziwnie znajomo… Lepiej jednak niż twarz światło ukazywało pistolet w jego drugiej dłoni. Kreatura kuśtykała, ciężko dysząc. Z trudem opanowujesz odruch wymiotny na widok zwisającej wielkiej ręki, tak jakby była złamana. Gwałtownie prostujesz się i chowasz za filarem. Robisz to dosłownie chwilę przed tym, jak latarka świeci w Twoją stronę.
– Jest tam ktoś? Wyłaź! – Krzyczy w Twoją stronę. „Ma równie tępy ton głosu jak wygląda”, myślisz. Najciszej jak potrafisz schylasz się i gorączkowo macasz grunt w poszukiwaniu kamieni. Nagle w Twoją rękę wbija się odłamek czegoś ostrego. Z trudem powstrzymujesz okrzyk bólu; z ust rozlega się zaledwie cichy syk. Wyciągasz drugą rękę i chwytasz odłamek szkła. Oglądasz dłoń – rana nie wydaje się bardzo głęboka. Szkło jest Twoją jedyną bronią. W duchu modlisz się, żeby napastnik się nie zatrzymał. Zastygasz, słysząc kroki na kafelkach. Sądząc po jeszcze cięższym oddechu, kreatura musiała kucnąć w miejscu, w którym upuściłeś telefon. Nadludzkim wysiłkiem zbierasz się na odwagę i wychylasz.

Widzisz to wynaturzenie tuż obok siebie! Serce wali Ci jak opętane, ledwo trzymasz się na nogach. Na Twoje szczęście jest zbyt pochłonięte oglądaniem roztrzaskanej komórki. Teraz masz szansę. Unosisz cicho dłoń i… zamierasz. Czujesz, że nie potrafisz tego zrobić. Nigdy nikogo nie skrzywdziłeś. Ale z drugiej strony dobrze wiesz, że jeżeli Ty tego nie zrobisz, to „coś” z pewnością Cię nie oszczędzi. Opanowujesz strach i szybko opuszczasz szkło na wysokości karku. Przebija ono skórę i klinuje się w kości. Chwilę potem korytarz wypełnia ogłuszający ryk, masz wrażenie, że pękły Ci bębenki. Wbijasz szkło jeszcze głębiej, nie zważając na to, że drugi koniec kaleczy także Ciebie. Kreatura próbuje się wyrwać, jednak Ty trzymasz mocno. Adrenalina bierze górę nad bólem, w końcu przebijasz kość karku i masz wrażenie, że zaraz rozpłatasz gardło przeciwnikowi. Nagle kreatura sztywnieje, palce rozluźniają się. Wyciągasz ostrze i na wszelki wypadek dźgasz jeszcze raz. Światło latarki odbija się teraz od lustra naprzeciw Ciebie. Osłupiały patrzysz na Swoje odbicie. Pulsowanie w żyłach ustało i ogarnia Cię strach – zabiłeś „to”. Krew wolno ścieka Ci po ręce, kapiąc na masywną dłoń kreatury. Poza satysfakcją i niewysłowioną ulgą czujesz też do Siebie… obrzydzenie? Niechęć? Sam jeszcze nie wiesz. Znowu wyjmujesz szkło ze Swojej dłoni, jęcząc cicho. Nie wiadomo, czy to jedyne wynaturzenie w tym dziwnym miejscu. Podnosisz pistolet i latarkę. Pora zobaczyć, co znajduje się w tamtym pokoju. Rzucasz ostatnie spojrzenie na Twoją ofiarę, po czym powoli skradasz się w tamtym kierunku. Ręka trzymająca pistolet drży, jednak nieprzerwanie przesz naprzód. W miarę jak zmniejszasz dystans, ciekawość bierze górę nad rozsądkiem. Pod koniec niemal biegniesz. Tuż przy ścianie bierzesz głęboki wdech i stajesz prosto w drzwiach. Oślepia Cię białe światło.

Wtedy się budzisz. A więc… to był tylko zły sen.

Słyszysz trzask drzwi gdzieś w mieszkaniu. To pewnie Twoja dziewczyna – jasnowłosa piękność o niebieskich oczach. Patrzysz na Swoje dłonie – są gładkie i nie ma na nich nawet zadrapania. „Tak, to na pewno był sen”, myślisz. Drzwi od sypialni powoli się otwierają.

I wszystko byłoby normalnie…

…gdyby nie kreatura stojąca w progu naprzeciw Ciebie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: