Autostop

Jechałem do domu. Była straszliwa burza. Przejeżdżałem akurat koło jakiegoś lasu i zauważyłem człowieka stojącego na skraju. Łapał stopa. Nie miałem serca pozwolić mu stać w tej pogodzie, w takim miejscu, w środku nocy, tym bardziej, że miałem mnóstwo wolnego miejsca w aucie.
Zatrzymałem się parę metrów za nim. Podbiegł do mnie od razu. Bez pytania zajął miejsce pasażera i zapiął pasy.
-Dokąd pan jedzie? –zapytał
-Do Krakowa.
-To świetnie, bo ja też. Długa droga przed nami. A skąd pan w ogóle jedzie?
-Nie pan, tylko Rafał. –podałem mu rękę
-Maciek.
-Jadę z Wrocławia. Delegację miałem.
-No widzisz ja też. Szkoda, że wcześniej cię nie spotkałem. Nie stać mnie na transport publiczny i musiałem kombinować. Trzema stopami tutaj dotarłem.
-No długa droga…
Kątem oka przyjrzałem się swojemu pasażerowi. Był niewiele niższy ode mnie, na pewno młodszy i lepiej zbudowany. Wyglądał na świeżo po studiach. Lekki zarost i długie włosy dodawały mu męskości. Przejechaliśmy trochę w ciszy.
-Czemu nosisz to głupie ubranie człowieka? –zapytał w końcu
-Co?
-Nie no żartuję. Chciałem przerwać ciszę.
-W porządku.
Wydawał mi się strasznie dziwny. Powoli zacząłem, żałować, że go zabrałem. Głupio mi jednak było go teraz wyrzucić.
-Ale na poważnie… Dlaczego? –podjął ponownie –Oboje dobrze wiemy, że narobiłeś rzeczy, które nie do końca zasługują na miano ludzkich.
-O co ci kurwa chodzi?
-Joanna…
-Co z nią?
-Ty wiesz co.
Zatrzymałem samochód. Nachyliłem się nad nim i otworzyłem drzwi z jego strony.
-Wysiadaj!
-Jedź.
-Wysiadaj!
-Posłuchaj mnie. Chyba nie do końca ogarniasz, co się dzieje. Na twoim miejscu jechałbym spokojnie dalej. I nie złap mandatu.
W jego głosie było coś, co nie znosiło sprzeciwu. Do tego spojrzałem w jego oczy. Zapłonęły żywym ogniem. Zamknąłem drzwi i ruszyłem autem. Nie odzywałem się, a Maciek zaczął bawić się radiem.
Natrafił na stację puszczającą same klasyki. W tym momencie leciał ‘Requiem’ Mozarta.
-Uwielbiam tą melodię. Nie przypomina ci czegoś? Asi… Tfu. Śmierci? –zapytał
-Kim jesteś?
-W sumie to jestem tobą.
-Nie rozumiem.
-Dowiesz się. Możesz jechać szybciej.
Zatrzymałem się. Byłem poważnie zdenerwowany. Nie zauważyłem przydrożnego baru zaraz obok. Mój pasażer za to, od razu się nim zainteresował.
-O super. Akurat miałem ochotę coś zjeść. –powiedział wskazując na budynek. –Idziesz ze mną. –znowu te płonące oczy.
Wstałem i wyszedłem z auta. On zrobił to samo. Zacząłem biec. Obejrzałem się w pewnym momencie za siebie. Maciek wszedł do baru, nie zwracając na mnie uwagi. Biegłem przez dwadzieścia minut. Byłem wyczerpany, a po prawej widziałem ten sam bar. Nie miałem wyjścia. Musiałem wejść do środka.
Mały, duszny pub. Większość mord znajdujących się w środku wyglądało jakby uciekło z listów gończych. Wypatrzyłem mojego autostopowicza. Siedział w kącie przy stoliku i zajadał się hamburgerem. Dosiadłem się do niego.
-Miło, że wróciłeś. –powiedział
-Jak to się stało?
-Normalnie. Mówiłem, że jestem tobą, a ty nie możesz być w dwóch miejscach jednocześnie.
-Co się dzieje?
-Nic. Zamów coś sobie.
Musiałem się napić. Podszedłem do baru i zamówiłem podwójną whisky z lodem. Wróciłem do stolika i od razu wypiłem połowę.
-Napij się. Dalej i tak ja będę prowadził. –rzucił Maciek
-Jak to?
-Zobaczysz.
Dokończyłem drinka i zapaliłem papierosa. Nie spuszczałem oczu z autostopowicza. Nie wiedziałem, co miałem sądzić o tej całej sytuacji.
-Czemu tak na mnie patrzysz? Peszy mnie to. Daj mi zjeść w spokoju. –powiedział
-Co zamierzasz zrobić?
-Zbliżyć się do ciebie.
Skończył hamburgera i wytarł usta serwetką. Wtedy zauważyłem Joannę schodzącą ze schodów i idącą w naszą stronę. To było niemożliwe.
Stanęła koło stolika i pocałowała Maćka. Chłopak uśmiechnął się do mnie i wskazał palcem na jej cycki, uśmiechając się jednocześnie.
-Chyba się znacie, także nie muszę was sobie przedstawiać. –powiedział
-Przepraszam na chwilę.
Wstałem i podszedłem do baru. Zamówiłem kolejną, podwójną porcję whisky. Opróżniłem szklankę przy barze, więc zamówiłem jeszcze jedną. Z tą wróciłem do stolika. Maciek z Aśką właśnie się obejmowali.
-Pójdziemy we trójkę na pięterko. –zaproponował
-Nie. –odpowiedziałem
-No co ty? Nie chcesz się przypatrzeć temu, co zrobiłeś?
Aśka tylko się uśmiechnęła. Wstała i chwyciła mnie za dłoń. Usłuchałem ją i poszedłem za nią. W tyle wlókł się Maciek.
Weszliśmy do pokoju na piętrze. Wyglądał identycznie jak mój stary pokój na studiach.
Joanna usiadła na łóżku i chichotała. Maciek przysiadł się do niej i zaczął ją obejmować. Odpychała go, ale nie zwracał na nią uwagi. Zupełnie jak ja kiedyś. W końcu zerwał z niej spodnie i spojrzał na mnie. Połowa jego twarzy przypominała do złudzenia moją. Zarost i dłuższe włosy powoli zaczęły znikać. Zaczął w nią wchodzić, a ona ciągle się broniła.
Wybiegłem z pokoju i wszedłem do łazienki. Nie spoglądając w lustro przemyłem twarz zimną wodą. Podniosłem się i zobaczyłem swoje odbicie. Czułem, że trochę się zmniejszyłem. Moje włosy stały się dłuższe, a twarz pokrywał zarost. Jedna połowa wyglądała identycznie jak Maćka. Wparowałem z powrotem do pokoju.
-Co tu się dzieje? –wykrzyczałem przy wejściu
Zauważyłem jak Maciek nachyla się nad zakrwawionym ciałem Asi. Usiadłem obok jej głowy na łóżku i przytuliłem się do jej ciała, płacząc.
-Żałuj. Ominęło cię najlepsze.
Jej głowa i reszta ciała zniknęła. Nie potrafiłem tego wytłumaczyć.
-Coś ty zrobił?
-Nie ja, tylko ty.
-To było dawno!
-To nic. Muszę ci jednak przyznać, że wtedy potrafiłeś się zabawić.
Schowałem twarz w dłoniach. Po policzku pociekły mi łzy. Podniosłem głowę i spojrzałem w te płonące oczy. Znajdowały się na mojej twarzy. Poczułem, że znowu się skurczyłem, a moje ramiona stały się jakieś bardziej rozbudowane.
Wstałem i rzuciłem się na Maćka. Chciałem go zabić, ale on się tylko śmiał. Im mocniej go uderzałem, tym bardziej mnie bolało. Działo się coś dziwnego.
-Chodźmy się napić. –zaproponował
Puściłem go i bez słowa zeszliśmy na dół. Za wszelką cenę musiałem się dowiedzieć, o co chodzi. Usiedliśmy przy dawnym stoliku. Teraz już całkiem byliśmy zamienieni ciałami.
-O co chodzi? –zapytałem
-No przecież wszystko już wiesz. Jesteś inteligentnym facetem, nie udawaj debila.
-Nic nie rozumiem.
-Właśnie zobaczyłeś, co ty kiedyś zrobiłeś tej dziewczynie, tak?
-Tak.
-Kim jestem?
-Mną.
-A kim ty jesteś?
-Tobą.
-Dokładnie. Zrozum. Zachowałeś się bardzo nieludzko. Ja jestem twoim katharsis. Rozumiesz?
-Nie.
-To ja ci powiem. Przestałeś istnieć. Stałeś się swoimi własnymi grzechami. Ja jestem twoją duszą z przeszłości. Zapraszam na kolejną część wycieczki.
-Nie chcę.
-Ale wiesz, co robiłeś dalej?
-Nie byłem człowiekiem.
-Właśnie. Piłeś bez przerwy i chciałeś umrzeć. Wyrzuty sumienia nie dawały ci spokoju. Zgadza się?
-Tak.
-Dlaczego ci przeszło?
-Bo poznałem inną dziewczynę.
-Właśnie.
-I co w związku z tym?
-No właśnie. Ty mi powiedz, albo chodźmy na górę.
-Chodźmy.
Wstaliśmy i weszliśmy na górę. Maciek stanął przed drzwiami i zaczął udawać pijanego.
-Dobrze? –zapytał
Skinąłem głową i weszliśmy do pokoju. Tym razem wyglądał jak moja obecna sypialnia. Na łóżku siedziała Magda. Maciek podszedł do niej i uderzył w twarz bez powodu. Powtórzył to kilka razy, po czym ściągnął spodnie. Wyszedłem.
W łazience spojrzałem w lustro. Nienawidziłem swojej twarzy autostopowicza. Analogicznie on musiał nienawidzić mojej twarzy.
Wyszedłem. W tym samym momencie w drzwiach pokoju stanął Maciek. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
-Możesz wejść. Podziwiaj, co zrobiłeś.
Zajrzałem przez uchylone drzwi. Kobieta leżała prawie martwa na łóżku. Cała jej twarz była zakrwawiona. Natychmiast wyszedłem. Wszystko mi się przypomniało.
Urwany film. Uśnięcie zaraz po sytuacji i pobudka. Spojrzenie na ukochaną i obrzydzenie w widoku odbicia w lustrze. Zacząłem się zastanawiać, jak ja ze sobą wytrzymywałem.
Zeszliśmy na dół. Pognałem do baru i zamówiłem podwójną whisky. Maciek zająć nam miejsca. Przy tym samym stoliku, co wcześniej. Podszedłem do niego i zacząłem opróżniać szklankę.
-No tak… Co dalej? –zapytałem
-Nic. To koniec.
-Zrobiłem jeszcze parę przykrych rzeczy.
-Wiem. Ale widzę, że zrozumiałeś, o co chodzi.
-Chyba aż za nadto.
-Skończ drinka i jedziemy.
-Co ze mną będzie?
-Nic specjalnego. Nie podniecaj się. Żadnych ogni piekielnych. To byłaby zbyt łagodna kara.
-To co?
-Może kiedyś się dowiesz.
Dokończyłem zamówiony napój i wyszliśmy z baru. Udaliśmy się do samochodu. Z przyzwyczajenia usiadłem na miejscu kierowcy. Maciek usiadł na poprzednim miejscu i spojrzał na mnie.
-Pokaż prawo jazdy. –powiedział
Wyciągnąłem portfel i podałem mu dokument. Przyjrzał się zdjęciu, po czym spojrzał w lusterko. Pokazał mi papier i klepnął parę razy lusterko. Rzeczywiście. Na zdjęciu był on. Nie ja. Zamieniliśmy się miejscami.
Ruszył. Jechał nie zważając na przepisy. Zatrzymał się na skraju lasku, który już kiedyś mijałem. Nachylił się nade mną i otworzył drzwi z mojej strony.
-Wysiadaj. –powiedział
-Co ze mną będzie?
-Od tej pory będziesz przykładnym człowiekiem.
Wysiadłem i obserwowałem jak moja auto odjeżdża. Burza rozpoczęła się na nowo. Przez dwie godziny stałem na deszczu i modliłem się o jakieś auto. W końcu jedno się zatrzymało parę metrów za mną. Podbiegłem i wsiadłem do środka. Facet wyglądał na miłego.
-Czemu nosisz to głupie ubranie człowieka? –zapytałem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: