Zawody

Słuchałem tych bredni o końcu świata w 2012 roku już tyle razy, że zaczynało mnie to nudzić.

Takie same podejście miał Edward. Żył chwilą, nigdy nie był ograniczony przez nadchodzącą apokalipsę, jego „zacofani” znajomi zawsze uważali, że przesadzał z alkoholem i dopalaczami. Nie bał się śmierci, nawet na nią wyczekiwał. Uprawiał sporty ekstremalne, adrenalina była jak tlen, łykał ją za każdym razem gdy miał okazję. Zdarzało się mu ukraść coś w sklepie, chociaż wcale tego nie potrzebował. Pochodził z zamożnej rodziny, niczego mu nie brakowało, wręcz przeciwnie dostatek ten mieszał mu w głowie, kupował coraz droższy sprzęt do spinaczki, nowy kajak, nowy motor. Chociaż zawsze chciał spróbować latania. Chciał być wolny, lecieć na granicy nieba, braku ograniczeń ze strony świata przyziemnego, był pewny, że przestworza dadzą mu tą dawkę adrenaliny, którą potrzebował. Po wielu prośbach rodzice zapisali go na kurs spadochroniarski. Koszty nie były wcale tak wysokie, ale rodzice martwili się o swojego jedynego syna. Często przesadzali i nie pozwalali mu wychodzić na różne imprezy. Czasem tylko, gdy matka miała dyżur w szpitalu, a ojciec wyjeżdzał do stolicy wymykał się z domu. Korzystał z życia. Kiedy już ukończył kurs mógł skoczyć. Termin wybrał na 12 grudnia roku pańskiego 2012. Jego znajomi szydzili z niego mówiąc, że spokorniał i teraz próbuje spełnić swoje największe marzenie. Miał ich w nosie, był tylko On i pilot na pokładzie awionetki. W Adelaide o tej porze roku jest bardzo ciepło, więc nic nie stało na przeszkodzie dokonać tego właśnie w dniu rzekomej apokalipsy. Wylecieli w powietrze, wznieśli się na odpowiednią wysokość, gdy nagle cień ogromny spowił okolice mrokiem. Usłyszał donośne parsknięcie. Niebo otworzyło się. Wszyscy padli na kolana gorzko lamentując. Miasta zaczęły się burzyć, budynki padały jak zapałki, a oceany wystąpiły z brzegów. Oto kres ludzkości nastąpił ! Chwilę przed śmiercią ujrzał ogromny kij bilardowy zstępujący z niebios, który z niewiarygodną siłą uderzył w centrum Miasta. Ziemia zaczęła się błyskawicznie oddalać. Zniknęła. Chwilę później zarówno Edward i samolot przestali istnieć. Rozpędzona planeta odbiła się o bandę drogi mlecznej i niestety nie wpadła do czarnej dziury. Bóg przegrał. Lucyfer lekko uśmiechnął się, był zdecydowanym mistrzem w tej konkurencji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: