Przedstawienie musi trwać

Mam na imię Alex i wykonuje pracę, o której fantazjuje wielu nastolatków. Tak, jestem, a raczej byłem aktorem porno. Moja krótka historia w branży, która dla wielu z was była swego czasu marzeniem, nie skończyła się dobrze. Jej finał był wręcz tragiczny.

Pracowałem w małym studiu, mieszczącym się gdzieś na obrzeżach LA. Wielu uważa że w tym mieście każdy ma swoja szansę i każdy może spełnić tu swoje marzenia. Tak naprawdę klimat tego miasta opisuje smog nazwany jego „imieniem”. Jest przytłaczający i sprawia, że mamy problemy ze złapaniem każdego kolejnego oddechu. Jednak to nie utrudniało mi pracy, która nie była bardzo dochodowa, lecz pieniądze które udawało mi się zarobić wystarczały na utrzymanie. Był to kolejny dzień na planie. Po skończeniu zdjęć Jack, czyli gość z którym współpracowałem od początku, chciał abym odniósł część lamp do składziku, który znajdował się na tyłach studia. Pomimo wyczerpania zgodziłem się mu pomóc. Gdy doszedłem na miejsce, po raz pierwszy dotarło do mnie że nie jest to studio przeznaczone jedynie do robienia filmów dla dorosłych. Było tam mnóstwo różnego rodzaju rekwizytów, które wykorzystywane były przy kręceniu innych produkcji. Zwiedzając magazyn jedynie przy promieniach światła księżyca wpadających przez małe okna dostrzegłem kilka manekinów. Czułem niepokój. Ich twarze, bez żadnego grymasu, bez emocji, z kiepsko naszkicowanymi konturami budziły w mej głowie skrajne uczucia. Pomimo, że były to jedynie figury odlane z tworzywa sztucznego coś nie dawało mi spokoju. Po chwili usłyszałem jedynie trzask. Wiedziałem, że grzmot ten wywołały gwałtownie zamykające się drzwi. Po chwili, bez żadnej przyczyny moja przytomność urządziła sobie maraton. Nie wiem, gdzie była meta, lecz wiedziałem gdzie był punkt startu i że wyścig trwał bardzo krótko. Już po chwili z ogromna siłą upadłem na podłogę. Ocknąłem się dopiero kolejnego dnia, słysząc głośne pukanie do drzwi magazynu. Otwierając oczy dostrzegłem kilka manekinów, stojących naokoło mojej osoby. Po chwili do pomieszczenia weszła Grace, która ze zdziwieniem i pełna zmartwień zauważyła mnie leżącego na podłodze. Pomogła mi wstać i wydostać się z tego dziwnego miejsca. Zamówiła taksówkę i pojechaliśmy razem do domu. Zapomniałem wspomnieć, kim jest Grace. Była ona moją dziewczyną. Byliśmy razem kilka miesięcy. To ona pokazała mi jak żyć w tym mieście aby nie zostać na tyłach wyścigu szczurów, który odbywał się tu przez cały czas. To ona wspierała mnie, gdy przez kilka tygodni nie mogłem znaleźć pracy. Lecz teraz już nie jest tak dobrze. Nie układało nam się ostatnio. Twierdziła, że wszystko jest w porządku, lecz ja wiedziałem. Wiedziałem, że chodzi o moja pracę. Wyjaśniałem jest wiele razy że to jedynie chwilowe, że muszę się odnaleźć, że bez tej pracy się nie utrzymamy lecz ona jedynie przytakiwała mając na twarzy nic nie znaczący grymas. Wróćmy jednak do tego, co działo się po feralnej wizycie w magazynie. Czułem się coraz gorzej. Z dnia na dzień słabłem. Każdego dnia traciłem bezpowrotnie część mych sił. Nie był to gwałtowny proces, lecz każda kolejna godzina była gorsza od poprzedniej. Po dwóch dniach nie miałem sił by pójść do pobliskiego sklepu, czwartego dnia nie mogłem dojść do łazienki nie przewracając cię a po sześciu dniach nie byłem w stanie schylić się po kapcie, które chowałem pod łóżkiem. To właśnie tej nocy oni przybyli. Dwaj wyjątkowo niscy ludzie bez problemu wyciągnęli mnie na zewnątrz. Nie miałem sił, by cokolwiek zrobić, dlatego mogłem jedynie wpajać sobie, że to fikcja. Lecz niestety, to wszystko działo się naprawdę. Przytargali mnie do jakiegoś starego, opuszczonego namiotu cyrkowego. Umieścili mnie na środku sceny. Słyszałem jak deski uginają się i skrzypią pod ich małymi stopami. Gdy odeszli wystarczająco daleko ktoś zapalił ogromny reflektor i skierował go na moje praktycznie sparaliżowane ciało. Po chwili oświetlona została również osoba stojąca koło mnie, a której wcześniej nie zauważyłem. Była ona ubrana w czarny, wysłużony płaszcz, zniszczony cylinder oraz czerwoną koszulę z ogromnymi, czarnymi grochami. Nie wiem czy to przez ostre światło czy moje odmawiające posłuszeństwa zmysły postać wydawał się bardzo blada i wychudzona. W tle dało się słyszeć melodię podobną do tych które puszczają w horrorach gdy akcja rozgrywa się w budzącym grozę wesołym miasteczku. Przez ścianę światła, która była skierowana na mnie i „Houdiniego” dostrzegłem publikę. Ku mojemu zdziwieniu wszystkie miejsca zajmowały manekiny, które wcześniej widziałem już w składziku studia. Było ich kilkadziesiąt. Chociaż wszystkie były identyczne każdy miał w sobie coś, co wyróżniało go z tłumu. Na ich pustych twarzach malowały się różnego rodzaju miny, przez co miałem wrażenie że są one żywe. Iluzjonista po chwili milczenia zaczął przemawiać do martwego tłumu. Jego słowa były tak niewyraźne, że żadne z nich nie utkwiło mi w świadomości. Magik rozpoczął swoje przedstawienie. Aby zainteresować odbiorców sztukmistrz pokazywał im najprostsze sztuczki, wykorzystując do tego karty, chustki czy swój wysłużony cylinder. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że będę największą atrakcją tego chorego widowiska. Domyśliłem się, w jaki sposób mogę się przysłużyć, gdy ujrzałem piłę oraz ogromna skrzynie. Nie, tylko nie ta pierdolnięta sztuczka. Jednak już po chwili byłem w niej zamknięty a kuglarz trzymał piłę w swej kościstej dłoni. Niewyobrażalny ból poderwał do góry części mojego ciała. Dostrzegłem, że na moich ubraniach w okolicy brzucha było mnóstwo krwi. Lecz niestety znowu nie byłem się w stanie ruszyć przez co po raz kolejny upadłem na ziemię. Na suficie dostrzegłem miliony erytrocytów, które układały się w ogromny napis. Uspokoiłem się i starałem się go przeczytać. Udało się. „Brzydzę się tobą. Inne też będą. Grace”. Znowu byłem w tym okropnym magazynie na tyłach studia. Wtedy spojrzałem na prawo. Zobaczyłem tam puszkę po jakimś gazie, prawdopodobnie usypiającym, oraz większą część mojego „narzędzia pracy”. Teraz niestety muszę sikać na siedząco oraz odbierać telefony w jakiejś pieprzonej firmie telekomunikacyjnej. Mogłem słuchać matki i skończyć dobrą szkołę, teraz przynajmniej miałbym normalna pracę…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: