Koszmary

Pośliznął się na błotnistej ziemi i upadł. Ziemia obok zaczeła się rozgrzebywać, podgniła ręka wydostała się na zewnątrz. Travis nie tracił ani chwili, pozbierał się szybko i zaczął biec ile sił w nogach. Z grobów wysypywały się trupy, odór zgnilizny i rozkładu ciągle się nasilał.
– Co to ma do jasnej cholery znaczyć ! – rozdarł gardło chłopak.
– Muszę biec szybciej, szybciej ! Zaraz mnie dopadną pieprzone Zombiaki !
Travis nie miał pojęcia, jak się tu znalazł. Po prostu ocknął się cały przemoczony, ubabrany pokrywającym cmentarz błotem. Ostatnią rzeczą jaką pamiętał była jazda samochodem z ukochaną dziewczyną Luizą.
– Mam nadzieję, że jej nic nie jest, zabije drania, który zrobi jej krzywdę – pomyślał w duchu.
Ledwie wyjechali z przyjęcia u znajomych, trochę się pokłócili. W ich związku często zdarzały się kłótnie, ale po burzy zawsze wychodziło słońce, tak miało być i tym razem. Niestety niefortunny zbieg okoliczności spowodował, że znalazł się tu, wśród ożywających trupów. Biegł ile sił w nogach, przeskakując niewielkie płyty nagrobne. Jednak wraz z przebywaniem kolejnych metrów Travisowi zaczynało brakować tchu, z kolei liczba mijanych zombie rosła w zastraszającym tempie. Wyłaziły z grobów jeden po drugim, podążając śladem dzisiejszej kolacji – jego śladem.
Plask ! Ponownie wylądował w błocie, tym razem wystrzelił kawałek trumny tuż pod jego stopami. W oka mgnieniu podniósł się i obrócił, jego oczom ukazał się wielkich rozmiarów facet w osmalonym garniturze i spalonej twarzy. Wyrzucił wielkie ramiona w jego stronę. Travis uchylił się szybko, odepchnął umarlaka i pędził dalej, prosto przed siebie. – Nie to nie może być prawda ! to jest zwykły sen ! – krzyknął. Jedno uderzenie w policzek nie pomogło, drugie, trzecie, NIC !
Trzask ! Wielka ręka pokryta błotem i śluzem uderzyła go prosto w oko. Lekko się zachwiał i od razu zaatakował. Uderzył zombiaka prawym sierpowym prosto w otwór nosowy, czaszka odleciała kilka metrów w prawo. Travis skrzywił się, czując świdrujący pod czaszką ból. Widział jedynie na jedno oko.
– Cholera, kiedy się wydostanę, prawdopodobnie do końca życia zostanę kaleką – pomyślał.
Nagle z jego ust wydobył się odgłos radości ! Jakieś pięćdziesiąt metrów z przodu znajdowała się kapliczka.
Usłyszał gardłowy warkot. Spojrzał w prawo i w ostatniej chwili uchylił się przed kłapiącymi zębiskami zgniłego owczarka.

Czterdzieści metrów.

Trzydzieści.

O, Kurwa ! Wejście do budynku tarasowało kilkunastu truposzy, ustawionych jeden przy drugim.
– Więc to koniec – szepnął Travis, zwalniając. Poczuł, jakby całe życie uciekło ze zmęczonego ciała. Trwało to może kilka sekund, po których gdzieś wewnątrz odezwał się instynkt przetrwania. Jego „głos” stawał się coraz donośniejszy.
– Jak zginąć, to w walce – mruknął Travis i rzucił się do przodu, młócąc szaleńczo rękami. Pierwszy cios oderwał zgniłkowi żuchwę, drugi połamał żebra.
Kolejnego sierpowego wymierzył zbliżającej się do niego, skulonej staruszce. Ręka z obrzydliwym odgłosem zagłębiła się rozłupanej czaszce.
Zombie zdezorientowane nagłym atakiem, rozluźniły szyk. Pomagając sobie łokciami, wdarł się do środka i zaczął zamykać ciężkie, metalowe drzwi. Już prawie się udało, kiedy niespodziewane uderzenie odrzuciło go do tyłu. Wylądował na plecach, z trudem łapiąc oddech. W rozbitej głowie szalała karuzela. Zamknął oczy, a kiedy je ponownie otworzył, stali nad nim, stłoczenie dookoła. Szlochając, przewrócił się na brzuch i zaczął się czołgać w kierunku ściany. O dziwo, nie próbowali go zatrzymać. Cały czas czekał jednak na pierwsze ugryzienie pożółkłych zębów, wpijających się w jego ciało. Gdy oparł się o zimny kamień, poczuł się trochę pewniej. Jednocześnie zrozumiał, że to już koniec drogi. Dalej nie ma gdzie uciekać. Umarlaki wlewały się głównym wejściem, niczym woda przez przerwaną tamę. Jeden za drugim, grzechocząc kośćmi, ciągnąc po podłodze strugi błota. Travis poczuł, że już dłużej tego nie zniesie.
– Chodźcie tu jebane zdechlaki, zaraz Wam piszczele poprzetrącam !
Jeden z zombiaków, olbrzym w podartym, wojskowym mundurze, wystąpiwszy przed szereg, ruszył w kierunku chłopaka.
– Travis, to ja, Hank… Co ty wyrabiasz? Cały cmentarz na nogi postawiłeś… – zagadnął.
– Co ? – tylko tyle potrafił wydukać.
– Przyjacielu – w oczach umarlaka odbiła się troska – Co ci strzeliło do łba, żeby w środku dnia wykopać się na powierzchnię i urządzać jogging? Dobrze, że cię Peter znalazł, bo nie wiadomo, jakby się to skończyło. Zobacz, co zgubiłeś, gdy próbowali Cię złapać.
Wyciągnął otwartą dłoń. Na jej wierzchu spoczywała niewielka, okrągła kuleczka. Po chwili przeturlała się ku palcom, a w świetle palących się w kaplicy świec zalśniła niebieska tęczówka. Hank celnym pchnięciem umieścił oko na właściwym miejscu, po czym kilkoma lekkimi uderzeniami w czaszkę Travisa skontrował je nieznacznie.
Mężczyzna potrząsnął głową i powłóczył zdziwionym spojrzeniem dookoła. Teraz widział poprawnie, ból momentalnie zniknął.
Zrozumiał.
– Ja pierdole ! – zawył – Ja nie żyję! Jak to się stało ?!
Zombiaki zaczęły spoglądać jeden na drugiego.
– Miałeś wypadek samochodowy parę miesięcy temu, zginełeś na miejscu. Luiza czasem Cię odwiedza.
Travis wszystko sobie przypomniał, doszło między nimi do szarpaniny, zjechał z drogi i uderzył w drzewo…
– Dobra Panowie, łapiemy pod rączki i niesiemy do domu !
Travis nawet się nie opierał. Tylko cicho chlipał pod nosem. Uspokoił się dopiero, gdy zobaczył przed sobą znajomy rodzinny grobowiec.
– Kolorowych snów – usłyszał przytłumiony głos Hanka.
Travis położył się wygodnie do trumny i parę minut później zapadł w głęboki sen.
Rano obudził się i nic nie pamiętał, bo umarli czasem miewają koszmary o tym, że nadal są żywi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: